Jezioro Tarnobrzeskie – pierwszy nur

Jezioro Tarnobrzeskie – pierwszy nur

O atrakcyjności Jeziora Tarnobrzeskiego słyszałem i czytałem dość sporo. Nadszedł czas na weryfikację tych informacji. Wyjechaliśmy z Leonem ze szkoły nurkowania Profundal przed godziną 10 rano by na miejscu pojawić się przed południem. W planach mieliśmy dwa nurkowania z bazy nurkowej „Machów”. Sama baza niewielka, ale niezbędne minimum w postaci stołów i sprężarki zapewnione, a to najważniejsze.

Zerknęliśmy na plan nurkowiska i zaplanowaliśmy pierwsze wejście. Klarowanie sprzętu i migiem do wody bo lało się ze mnie jak z kranu. 33 stopnie zrobiło swoje, a w wodzie natychmiastowa ulga.

Do pierwszej bojki podpłynęliśmy na powierzchni. Zejście w dół po lince do głebokości około 2 metrów i dalej w prawo poręczówką do kolejnego punktu. Widoczność przy samym brzegu beznadziejna, efekt zmącenia wody przez innych nurków i plażowiczów, bo nieco dalej woda stała się przejrzysta, a widoczność była momentami całkiem niezła bo wg mnie sięgała około 5-6 metrów. Niestety taką wizurą nie cieszyliśmy się długo. Po przekroczeniu 6 metra, czyli w okolicach termokliny pojawiła się gęsta biała zawiesina (być może sinice). Trzymając się poręczówki (inaczej traciło się ją natychmiast z oczu) dotarliśmy do platformy na około 8 metrach. Wyrosła przed nami tak nagle, że niewiele brakowało i przygrzmociłbym w nią głową. Na szczęście obyło się bez kontuzji. Chcieliśmy odbić kolejną poręczówką w lewo, ale okazało się, że nie sposób jej namierzyć. Widoczność na platformie była dosłownie 30-40 centymetrowa (podobna jak na pierwszym zdjęciu z galerii poniżej), a więc Leon zarządził, że to on poszuka poręczówki, a ja w tym czasie zostanę na platformie z włączoną latarką. Nie znaleźliśmy kolejnej poręczówki więc cofnęliśmy się poręczówką, którą dotarliśmy na platformę.

Gdy wróciliśmy na głębokość w granicach 5-6 metrów czyli do miejsca, gdzie widoczność była całkiem przyzwoita, odbiliśmy od poręczówki w prawo i płynęliśmy nad porozrzucanymi gałęziami drzew i wystającymi ich fragmentami z dna. W pewnym momencie trafiliśmy na niewielki wąwóz i kilka minut płynęliśmy wzdłuż niego. Wiedzieliśmy, że nie ma większego sensu pchać się na głębszą wodę, bo tam kompletnie nic nie zobaczymy, a tu przynajmniej była szansa na jakieś atrakcje. Nie czekaliśmy na nia długo.

W pewnym momencie zauważyłem przy dnie dwa duże szczupaki, być może to była para – nie wiem. Podpłynęliśmy do nich, a one rozdzieliły się przez co nie udało nam się sfotografować ich razem. Szkoda. Szczupaki solo możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej. Były naprawdę całkiem spore.

Ostatecznie cały nur poza próbą przebicia się przez mgłę na platformie sprowadził się do nurania na głębokości 5-6 metrów. Nie było sensu schodzić niżej. Podobno w lecie tak kiepska wizura jest wszędzie na tym jeziorze, a szkoda bo zbiornik ma duży potencjał. Wrócimy tam po wakacjach, może we wrześniu, albo poźniej i sprawdzimy, bo nie wykluczone, że jesień będzie na Jeziorze Tarnobrzeskim bardziej łaskawa.

Z planowanych dwóch nurków zrobiliśmy ostatecznie tylko jedno, bo przy tej widoczności niewiele można było pooglądać. Ale za to Leon dał mi swojego twinseta żebym sprawdził jak się z nim nurkuje. To co od razu poczułem to dużo większą stabilizację pod warunkiem, że się nie przechylałem. Nie miałem dopasowanej uprzęży i flaszki latały mi na plecach raz w lewo raz w prawo 🙂 Popływałem w pobliżu pomostu bazy nurkowej może 5-10 minut i wyjście na brzeg. Generalnie było całkiem przyjemnie.