Nurkowanie nocne za dnia

Nurkowanie nocne za dnia

Wczoraj miałem przyjemność doznać nowego dreszczyku emocji podczas 15 nurkowania. Z Leonem zaplanowaliśmy odwiedziny wraczka na Piasecznie, który spoczywa na głębokości 18 metrów, ale żeby do niego dotrzeć trzeba się przebić przez gęstą zawiesinę sinic. Na wcześniejszych nurkowaniach kilka razy z Andrzejem próbowaliśmy tego dokonać, ale za każdym razem rezygnowaliśmy ostatecznie tracąc orientację i gubiąc poręczówkę. Teraz wiem dlaczego. Przede wszystkim pierwsze próby podejmowaliśmy bez latarek, co było idiotyczne, po drugie kolejne próby odbyły się z latarkami kupionymi w hipermarkecie. Są takie „magiczne” latarki NEMO, których wg producenta można używać do głębokości 40 metrów. W naszym przypadku się nie sprawdziły, pierwszą zgubiłem na starcie, druga (na szczęście kosztowały 17 zł) na niewiele się zdała. Jest po prostu za słaba. Na wczorajszym nurze miałem normalną latarkę nurkową, może nie z górnej półki, ale wyśmienicie spełniła swoje zadanie o czym za chwilę.

Poza planem dotarcia do wraczka zaplanowaliśmy również mini sesję zdjęciową. Pod wodę zabraliśmy nie tylko aparat ale także dodatkowy rekwizyt w postaci starego numeru magazynu Nurkowanie, bodajże z 2008 roku. Moim zadaniem było usiąść na platformie i „czytać”, a Leon w tym czasie fotografował pasjonata, który nawet pod wodą śledzi branżowe pisma 🙂 Wielka szkoda, że przez kilka poprzedzających nurkowanie dni padał deszcz, co mocno pogorszyło widoczność i zdjęcia nie są takie na jakich nam zależało, ale i tak jak dla mnie zabawa była przednia.

Tego dnia po raz pierwszy w życiu miałem szansę pobawić się w podwodnego fotografa. Nie był to 100% debiut, bo rok temu miałem okazję popstrykać fotki na rafie ale podczas snurkowania, a nadmienię tylko, że to nie to samo 😉 W każdym razie starając się utrzymać neutralną pływalność tłukłem zdjęcia Leonowi i Danielowi, który po raz pierwszy w tym dniu nurkował w suchaczu i przy okazji testował go przed ostatecznym zakupem. Jak widać nie tylko ja robiłem coś po raz pierwszy.

Jakieś 10 minut pokręciłem się wokół chłopaków aż w końcu Leon dał znak do dalszej drogi prowadzącej na drugą platformę i dalej na wraczek. Gdy opuszczaliśmy drugą platformę serducho zaczęło mi mocniej bić bo kierowaliśmy się nie tylko na głębsze wody, ale także w stronę sinic i w miejsce, którego jeszcze nie znałem. Odpaliliśmy latarki i oświetlając poręczówkę powoli sunęliśmy naprzód. Jakość światła była nieporównywalna do tego czego doświadczyłem z Andrzejem korzystając z hipermarketowych latarek NEMO, co na szczęście działało na mnie kojąco. Dotarliśmy jeśli dobrze pamiętam do jakiejś bojki, gdzie wydawało mi się, ze zaraz się zgubimy z uwagi na fakt, że byliśmy w centrum sinic, ale Leon spokojnie odnalazł poręczówkę i poprowadził dalej. Nie wiem czy z Andrzejem byśmy w tym miejscu nie polegli, w sensie utraty orientacji, ale może tak mi się tylko wydaje.

Z każdym metrem robiło się coraz ciemniej, co sprawiało że czułem się coraz bardziej naładowany adrenaliną… Momentami strach zaglądał mi prosto w oczy, ale cały czas uspokajałem się powolnym oddechem (mam nadzieję, że powolnym) aż w pewnej chwili zapanowała całkowita ciemność, a promienie naszych latarek wystrzeliły w dal niczym miecze świetlne z Gwiezdnych Wojen. Jak się po chwili domyśliłem był to znak, że przebiliśmy się przez zawiesinę z sinic, która została nad nami blokując całkowicie światło. To było niesamowite uczucie. Po deszczach o jakich wspomniałem w wodzie unosiło się trochę osadu z dna jednak mimo tego przejrzystość wody była rewelacyjna. Leon potem powiedział mi, że normalnie nie ma tego osadu i że woda na tej głębokości to kryształ. Wyobrażam sobie więc jak pięknie musi być gdy osad opadnie. W każdym razie obejrzałem sobie wraczek ze wszystkich stron opływając go dokoła z mieczem świetlnym w dłoni. Zajrzałem do środka. Pomimo lekkiego zdenerwowania czułem się szczęśliwy. Dla mnie, początkującego to była nurkowa etiuda łącząca w sobie nurkowanie rekreacyjne, nocne i wrakowe. Pamiętam, że wracając do domu cały czas powtarzałem sobie, że było zaj… pięknie i w ogóle…

Gdy Leon dał znać, że wracamy znowu serce szybciej zabiło na myśl, że zaraz będziemy się przedzierać przez sinice, ale teraz wiedząc dokładnie co nas czeka ten strach był zdecydowanie mniejszy niż chwilę wcześniej. Płynąc na platformę poczułem, że zaczął mnie pobolewać żołądek. Nie dlatego, że się najadłem czegoś, nie nie napychałem się tego dnia. To efekt emocji jakie mi towarzyszyły podczas podróży na wraczek.

Gdy dotarliśmy na pierwszą platformę Daniel dalej uczył się pływać w suchaczu. Leon dał mi znowu aparat, a sam na chwilę skupił się na Danielu. W tym czasie zrobiłem im kilka fotek, a przy okazji spotkałem raczka, którego również spróbowałem uwiecznić.

Wybrane fotki z tego dnia

Zaczynając nurkowanie bardzo chciałem i nadal bardzo chcę specjalizować się w fotografii i filmie pod wodą. Życie tego jakże odmiennego od naszego świata niesłychanie mnie fascynuje i od dziecka zazdroszczę badaczom, którzy mogą ten obszar naszej Ziemi eksplorować i dokumentować starając się go lepiej zrozumieć. Tego dnia po raz pierwszy mogłem przeobrazić się w obserwatora-fotografa podwodnego życia i choć reprezentuję poziom nad wyraz amatorski, to ów poziom dał mi więcej satysfakcji niż jakiekolwiek inne zajęcie.

To było moje piętnaste nurkowanie i z każdym kolejnym czuję, że kocham ten sport coraz bardziej. Nie potrafię tego racjonalnie wytłumaczyć, nie potrafię nawet opisać tego co czuję będąc pod wodą, ale sądzę, że każdy nurek czerpie radość z tej aktywności na swój indywidualny sposób i trudno ująć to uniwersalnie. Może kiedyś się pokuszę.

Przede mną kolejne przygody i nawet dziś lub jutro miałem zanurzyć się w Jeziorze Tarnobrzeskim, ale wczoraj po nurkowaniu na skrzydle zauważyłem, że w jednym miejscu puściły szwy więc zmuszony byłem zostawić ekwipunek. Trzeba będzie to zaszyć żeby mocniej się nie rozlazło. Tymczasem wracam myślami do wraczka w ciemnościach i raka na platformie 🙂

Close Menu