2 sierpnia 2014

Sierpień zączął się dobrze

Wczoraj 1 sierpnia zrobiłem swoje 17 i 18 nurkowanie. Po około 3 tygodniach wakacji Andrzeja mogliśmy znowu zejść pod wodę razem. Wybraliśmy tradycyjnie jezioro Piaseczno.

Pierwsze wejście do wody to płytkie nurkowanie do 6 metra. Chcieliśmy przede wszystkim aby Andrzej mógł po dłuższej przerwie oswoić się z wodą. Popłynęliśmy więc najpierw na pierwszą platformę, gdzie chwilkę pobawiliśmy się pływalnością. Potem na drugą platformę, z niej na litoral i wzdłuż roślinek powrót do poręczówki na pierwszą platformę, a potem raz jeszcze powtórzyliśmy całą trasę.

Wizura do głębokości 6 metrów fatalna. W Tarnobrzegu 2 dni wcześniej na podobnej głębokości była nieporównywalnie lepsza. Wyszliśmy odrobinkę zdegustowani, ale zdecydowaliśmy się na drugie zejście (ćwiczyć trzeba).

Po około 2 godzinach przerwy zdecydowaliśmy, że tym razem spróbujemy popłynąć wzdłuż litoralu aż do poręczówki prowadzącej na trzecią platformę gdzie dawno nie byliśmy.

W międzyczasie w bazie pojawili się instruktorzy z kursantami OWD, niestety tak zamulili wodę, że przy starcie mieliśmy problem. Przy litoralu widoczność była kilkudziesięciocentymetrowa. Widziałem jedynie swój komputer i na kompas przebiliśmy się przez breję by dalej popłynąć zgodnie z planem.

Po około 15 minutach dotarliśmy do poręczówki i ruszyliśmy wzdłuż niej aż dotarliśmy do starej, drewnianej łódeczki. Tam poręczówka rozchodzi się w dwóch kierunkach. Sądziłem, ze nasza to ta po lewej, ale jak się okazało, było odwrotnie 🙂 Ruszyliśmy lewą poręczówką. Płyniemy chwilę, a platformy nie widać, co więcej głębokość to około 10 metrów, a o ile pamiętam tamta platforma jest płycej, chyba na 8 metrze. Wiedziałem już, że to nie ta poręczówka, ale dokąd prowadzi? Sprawdziłem czy z Andrzejem wszystko OK i zdecydowałem, że płyniemy dalej. Zaczęliśmy przebijać się przez sinice, a głębokość cały czas rosła. Obaj mieliśmy latarki więc bez problemu się widzieliśmy. W pewnym momencie wizura była już tak słaba, że złapałem delikatnie poręczówkę. Było coraz głębiej i coraz ciemniej. W pewnym momencie mleko ustąpiło, a światło zgasło. Pozostały jedynie nasze latarki. Z dna po burzy jaka przeszła nad jeziorem dzień wcześniej poderwane były "okruchy" mułu, ale poza tym woda była klarowna. Płynęliśmy dalej. Obaj nie wiedzieliśmy gdzie doprowadzi nas ta trasa. Zacząłem częściej kontrolować głębokość: 15, 16, 17 metrów... zbliżaliśmy się do granicy naszego rekordu na Zakrzówku czyli do 18 metra. Gdy osiągnęliśmy tą głębokość nie przerwałem i tak dopłynęliśmy do głębokości 19,5 metra. Nic się nie wyłoniło więc dałem Andrzejowi sygnał do powrotu. Podobno na 20 metrze jest tam skrzyżowanie, a w pobliżu wraczek, ale płynąc nie wiedzieliśmy o tym dlatego zawróciliśmy za pewne o włos od skrzyżowania. Popłynęliśmy do litoralu, a potem na pierwszą platformę, gdzie poćwiczyliśmy oddychanie z automatu partnera i zalewanie maski. Spotkaliśmy także naszego kolegę raczka 🙂

Po wyjściu z wody byliśmy mocno podekscytowani. Tak jak pierwsze nie zrobiło na nas wrażenia tak drugie uznaliśmy za bardzo udane. Wiem, że nic nie zobaczyliśmy, ale nie o to chodzi. Przełamaliśmy barierę strachu i samodzielnie bez asysty Leona zeszliśmy poniżej sinic pobijając nasz dotychczasowy rekord głębokości. 18 metrów na Zakrzówku i 18 metrów na Piasecznie to dwie zupełnie inne bajki. Na Zakrzówku było jasno, tu panuje noc, a to dla nas nowicjuszy dodatkowa adrenalina.

Na następnym nurkowaniu powtórzymy trasę, spróbujemy dotrzeć do skrzyżowania na 20 metrze i do wraczka, a na drugim nurkowaniu spróbujemy dopłynąć do holownika, na którym byłem już raz z Leonem. Będzie fajnie 🙂